12-11-2019 / Podcast

Jak chronić dziecko w Internecie?

Wprowadzenie

Internet to ogromna przestrzeń dostępna dla większości osób w Polsce.

Wielu z nas korzysta z niego na co dzień.

Zapominamy jednak, że tak samo czynią najmłodsi – czyli dzieci.

Coraz wcześniej otrzymują one do rąk tablet, telefon, czy inne urządzenie elektroniczne.

Zazwyczaj po to aby oglądać bajkę na YouTube czy też zagrać w grę online.

Ale przecież przeglądarka daje praktycznie nieograniczone możliwości.

O ile pamiętamy, aby nauczyć dzieci przechodzenia przez jezdnię czy też zasad korzystania z roweru – czy tak samo czynimy z bezpieczeństwem online?

Parę lat temu magazyn „The Guardian”1 zapytał osoby profesjonalnie zajmujące się bezpieczeństwem, jak chronić dzieci korzystające z Internetu.

W dzisiejszym odcinku podcastu Szurkogadanie przedstawię te pomysły, a także rozszerzę je o swój komentarz.

Jeżeli więc jesteś rodzicem, który dba o dobro dzieci – ten odcinek jest dla Ciebie.

Masz pytanie związane z bezpieczeństwem? Dołącz do naszej grupy „od 0 do pentestera” na Facebooku.

Podcast ten można również znaleźć na Spotify oraz Google i Apple Podcast.

Zaczynajmy.

Zacznij rozmawiać jak najwcześniej

Dyskusje na temat bezpieczeństwa należy zacząć już od najmłodszych lat.

To tak jak z tabliczką mnożenia. Jeżeli nie mamy dobrych podstaw – dalsza droga będzie trudniejsza, a czasami niemożliwa.

Na samym początku dziecko nie do końca zdaje sobie sprawę z niektórych rzeczy, które dla nas są oczywiste.

Weźmy pod uwagę serwisy z grami online. Często wymagają one stworzenia własnego konta – aby móc śledzić swoje postępy podczas rozgrywki.

Ciężko wymagać aby kilkuletnie dziecko wiedziało co to hasło oraz że musi być ono skomplikowane.

Ale już wytłumaczenie, że będzie mogło grać dopiero, jak Tata otworzy drzwi specjalnym kluczem – może mieć dla niego więcej sensu.

Owszem - możemy to hasło po prostu wpisywać i dopiero wtedy oddawać tablet do dyspozycji naszej pociechy.

Ale tłumacząc co robimy, zostawiamy ślad w pamięci dziecka, które później będzie wiedziało, że tak jak w życiu codziennym, jeżeli chce gdzieś wejść - najpierw musi otworzyć drzwi.

Jeżeli nie zrobił byś czegoś twarzą w twarz – nie rób tego w Internecie

To bardzo uniwersalna zasada.

Sporo rodziców uczy dzieci, aby nie rozmawiały z obcymi.

Nie wszystkich rozmów da się jednak uniknąć w Internecie.

Wszak większość gier posiada czaty, na których można dzielić się bieżącym stanem rozrywki ze współtowarzyszami.

A pod każdym zdjęciem na Instagramie czy filmie na YouTube – możemy zostawić swój komentarz.

Samo komentowanie nie jest złe.

Warto jednak zwracać uwagę na to, co dziecko pozostawia po sobie w Internecie.

Większość z nas posiada przynajmniej kilka zdjęć zrobionych przez rodziców gdy byliśmy mniejsi.

Mamy na nich umazane twarze bądź znajdujemy się w innych, kłopotliwych pozach.

Pokazywanie tych zdjęć innym osobom wzbudza w nas różne uczucia.

Wykorzystując tą analogię, można przemówić do umysłu dziecka.

Czy chciałoby, aby jego koledzy zobaczyli filmik z nim płaczącym lub tarzającym się po dywanie?

  • Dlaczego więc dziecko samo umieszcza swoje zdjęcie? Przecież nie wie, kto może je potem oglądać.

Adres domowy to równie istotna kwestia.

Po pierwsze chodzi tutaj o pedofili, którzy mogą w taki sposób namierzyć kolejną ofiarę.

Ale nie tylko. W Stanach znane jest pojęcie „swattingu” – czyli nasyłania uzbrojonych oddziałów policji pod konkretny adres.

A to wszystko w imię dobrej zabawy. Wystarczy bowiem zadzwonić na 997 i poinformować o narkotykach czy bombie znajdującej się pod danym numerem.

Służby muszą zareagować.

W sieci popularne są „streamy” – czyli transmisje online, w których to gracz przesyła obraz ze swojego komputera do innych użytkowników, którzy chcą go w danym momencie oglądać.

Obraz ten może również posiadać dźwięk z mikrofonu oraz obraz z kamery.

Młodzi widzowie więc w żartach dzwonią na policję, a następnie obserwują jak ich internetowy „przyjaciel” jest skuwany w kajdanki.

Z Internetu nic nie ginie

Poprzednia porada naturalnie łączy się z faktem, że z Internetu nic nie ginie.

To, że coś zostało usunięte z serwisu nie oznacza, że zniknęło na zawsze.

To tak samo jak z przeprosinami. Jeżeli zrobiliśmy komuś jakąś krzywdę, a potem za nią przeprosiliśmy, nie oznacza to, że ona zniknęła. Dalej tkwi w głębi naszego serca - tak jak dane w Internecie.

Ja pokusiłbym się o rozszerzenie tego punktu.

Cokolwiek wysyłasz do Internetu – traktuj jako dobro publiczne.

Ale jak to? Przecież sporo rzeczy umieszczamy w chmurze – pod naszym kontem.

Albo też udostępniamy jedynie wąskiemu gronu odbiorców.

Teoretycznie tak, ale nie ma systemów nie do złamania.

To pokazują nam różne wycieki danych, które zdarzają się każdemu – tym małym, ale także i dużym podmiotom.

Może się więc zdarzyć, że będziemy mieli pecha i ktoś włamie się do serwisu, który wykorzystujemy do przechowywania danych.

A wtedy one wszystkie mogą ujrzeć światło dzienne.

Pamiętajmy, że nie musi to być atak wykorzystujący jakiś błąd w danym systemie.

Równie dobrze, może to być atak na nas i naszą nieuwagę.

To tak jak ze znakami drogowymi na trasie, którą poruszamy się codziennie.

Prawo nakazuje zachowywać nam ostrożność i zwracać uwagę na znaki.

Tylko, rutyna to druga strona medalu.

Widać to, gdy nagle w jakimś miejscu zmienia się organizacja ruchu i osoby jadące „na pamięć” nie do końca wiedzą co się właśnie wydarzyło.

Podobnie w Internecie - widzimy formularz z loginem i hasłem, więc naszym naturalnym odruchem jest podanie tych informacji.

Tylko, że to błędny odruch.

Wygląd strony nic nie znaczy – kluczowa jest domena – czyli adres na jakim się znajdujemy.

Każdy może zrobić stronę wyglądającą dokładnie jak witryna naszego banku.

To tak samo jako każdy może się ubrać w suknię aktorki z Hollywood.

Ale domena – czyli głowa - jest tylko jedna.

Ataki, w których przestępcy wykorzystują łudząco podobne nazwy domen nazywamy phishingiem.

Typowy przykład to wykorzystanie cyfry zero zamiast litery o.

Z daleka ciężko rozróżnić obie od siebie.

Jeżeli więc jakimś cudem znajdziemy się na fałszywej witrynie i podamy na niej swoje dane – staniemy się łupem przestępców.

Pozostawianie śladów w Internecie ma jeszcze jeden, długofalowy skutek.

Nie jest niczym odkrywczym, że pracodawcy coraz częściej sprawdzają kandydatów wykorzystując moc sieci.

Jeżeli więc nasza pociecha za parę lat będzie starała się o pracę w poważnej korporacji, a równocześnie na serwisach społecznościowych będzie można znaleźć jej zdjęcia z mocno zakrapianych alkoholem imprez – kto wie jaki będzie wynik rekrutacji.

Tylko, że takie argumenty raczej nie trafią do młodego człowieka.

Ale już zwrócenie uwagi, że przecież to zdjęcie na Facebooku widziała babcia – to co innego.

Nie przyjmuj darmowych prezentów od nieznajomych

Nie jedz cukierków od obcych – nie wiesz co w nich może być.

Nie przyjmuj drinków w klubach – nie wiesz czy nie ma w nich tabletki gwałtu.

Ale tutaj nie chodzi tylko o fizyczne prezenty.

Przecież mail od nieznajomego, to również jakaś niespodzianka.

Jeżeli nie znasz nadawcy – nie otwieraj wiadomości.

Zwłaszcza, jeżeli zawiera ona jakiś załącznik.

Nigdy nie wiadomo, czy nie jest on złośliwy.

W życiu rzadko kiedy otrzymujemy coś za darmo.

Podobnie w Internecie – czasami to my jesteśmy walutą, dlatego często nie dostrzegamy ceny, jaką płacimy za dane dobra.

Nie za wszystko bowiem płaci się żywą gotówką.

Firmy zbierają nasze zachowanie, informacje na temat naszych zainteresowań, stanowiska polityczne.

Potem grupują te dane i sprzedają dalej – podmiotom oferującym najwięcej.

Ale jak wytłumaczyć to dziecku? To trochę jak z kupnem zabawki.

Dziecko nie zarabia – nie ma więc swoich własnych pieniędzy.

Jeżeli chce coś dostać – musi poprosić rodzica.

Tylko, że w zamian również może coś zaoferować.

Dobre stopnie, brak przeklinania czy też sprzątanie swojego pokoju.

Jeżeli, ktoś próbuje Ci coś dać z darmo w Internecie – to zapewne ma w tym jakiś ukryty cel.

Bardzo dobrze widoczne jest to w kontekście gier „free-to-play”.

Są to gry, w które można grać za darmo.

Ale w zależności od tytułu – napotykamy wtedy na wiele mniejszych lub większych utrudnień.

Sporo tych gier wykorzystuje czas w kontekście rozgrywki.

Budujemy jakiś budynek – musimy czekać kilka minut aż budowa się zakończy.

Wysyłamy armię do innego miasta – czekamy aż nasze oddziały się przemieszczą.

A te kilka minut dla nastolatka to może być cała wieczność.

Teoretycznie gra jest za darmo – jeżeli mamy wystarczająco dużo czasu.

Ale za parę złotych – licznik może zniknąć bądź też znacząco przyspieszyć.

W taki oto sposób darmowa rozgrywka wciąga – jak narkotyk.

A potem wydajemy kolejne pieniądze, aby być w niej coraz lepszym.

Bądź z dzieckiem

Można zakładać blokady rodzicielskie, blokować strony pornograficzne, pozwalać na dostęp jedynie w określonych ramach czasowych.

Ale jak to w życiu, nie zawsze będziemy przy dziecku.

To tak jak z wypadkami – niektórych rzeczy nie da się uniknąć.

Możemy chuchać i dmuchać na naszą pociechę, ale gdy uderzy w nas inny samochód – nie mamy żadnej kontroli nad tym, co wydarzy się dalej.

Stąd tak ważna jest rozmowa, aby dziecko wiedziało jak się zachować.

Myślę, że interesujący może być tutaj przykład YouTube.

Wpisujemy tytuł ulubionej bajki i zostawiamy dziecko sam na sam z ekranem.

Jeden film się kończy – drugi zaczyna.

Jeżeli nie wybraliśmy playlisty – czyli predefiniowanej wcześniej listy filmów, jakie mają się następnie wyświetlać, nie mamy zbyt wielkiej kontroli nad tym, co pojawi się na ekranie później.

YouTube jak każda inna platforma ma na siebie zarabiać.

A robi to poprzez reklamy, wyświetlające się na każdym materiale.

Dlatego firmie na rękę jest, aby użytkownik spędzał na stronie jak najwięcej czasu.

Można mu wtedy przecież wyświetlić więcej reklam.

Dlatego analizuje się trendy użytkowników – podpowiadając im materiały, które mogą ich zainteresować.

Każdy z nas to zna. Zainteresowałeś się chemią – nagle widzisz filmy z eksperymentami.

Kręcą Cię samochody – na stronie głównej masz kanały o motoryzacji.

Zasada jest prosta. Jeżeli otrzymujesz treść, która potencjalnie Cię zainteresuje – tym większe prawdopodobieństwo, że nie wyłączysz filmu i zostaniesz na dłużej.

To samo w przypadku bajek.

Tylko, że przecież nikt nie gwarantuje, że kolejny film po bajce to będzie bajka.

To tak jak było dawniej w telewizji.

Po dobranocce nie było bajek – ale wiadomości z informacjami niekoniecznie dobrymi dla dziecka.

Jako rodzic możemy więc myśleć, że dziecko jest bezpieczne wszak ogląda treści z bezpiecznej strony bez złośliwego oprogramowania.

Ale czy aby na pewno?

Blokady nie zawsze działają

Podobnie z blokadami różnych serwisów.

Nie chcesz, aby dziecko komunikowało się ze znajomymi – blokujesz Facebooka.

Myślałeś, że jesteś sprytny – grubo się myliłeś.

Zwłaszcza, jeżeli dziecko jest nieco starsze.

Dostęp do komputera może być potrzebny do rozwiązywania zadań.

W tym – dostęp do materiałów znajdujących się w Google Docs.

A potem konsternacja – bo dziecko jednak rozmawia z przyjaciółmi pomimo szlabanu.

Jak to?

Ano dokumenty Google pozwalają przecież na współpracę wielu osób.

Można je więc potraktować jako nieco ograniczony czat.

Każdy korzysta ze swojego koloru czcionki – aby odróżnić adresatów.

Chcesz napisać coś nowego – przesuwasz ekran na sam dół i publikujesz wiadomość.

Zostań znajomym dziecka w serwisach społecznościowych

Po co? Teoretycznie będziesz wtedy widział jego aktywność.

To co tam wrzuca, czym dzieli się ze znajomymi, o czym myśli.

Można by to było potraktować jako dostęp do intymnego pamiętnika z dawnych czasów.

Pomysł wydaje się być w porządku, ale samo tylko zostanie przyjaciółmi nie daje nam pełnej kontroli.

Dlaczego? Praktycznie każdy serwis pozwala na dzielenie się wiadomościami z wąskim gronem odbiorców.

Jeżeli więc nasza pociecha wie, że ma nas w kontaktach – nic nie stoi na przeszkodzie, aby podczas tworzenia materiału nie udostępniała go wszystkim znajomym, a tylko wąskiej grupie.

Poza tym serwisy pojawiają się i znikają.

Nasza klasa, Facebook, Instagram a teraz TikTok.

Starszym ciężko jest za tym nadążyć, zwłaszcza, że sporo osób nie rozumie fenomenu tych witryn.

Ale to nic nowego. Każde pokolenie posługuje się swoim językiem.

Poza tym postawmy się po tej drugiej stronie.

Może się nam wydawać, że publikowanie uśmieszków na profilu dziecka to słodki przejaw miłości.

Ale jak my zareagowalibyśmy, gdyby nasze dziecko zaczęło publikować podobne treści obok naszego profilu na LinkedIn?

A więc bycie znajomym to nie wszystko.

Świat się zmienia a z nim zagrożenia

Jeszcze parę lat temu kluczowym było nie wkładanie cudzych pendrive'ów do naszych komputerów.

Dziś zagrożenia tego rodzaju są już przeszłością.

Coraz częściej natomiast słyszymy o wirtualnym znęcaniu się nad współrówieśnikami.

Dzieci zakładają prywatne grupy na Facebooku czy WhatsAppie i dyskutują tam o swoich znajomych.

Obrażanie, wyśmiewanie, grożenie czy też publikacja wstydliwych zdjęć.

Dla nas – wytykanie palcami za piegi na nosie może brzmieć jak absurd, ale dla dziecka może stanowić sporą traumę.

Niestety, statystyki samobójstw w Polsce pokazują jak wielki jest to problem.

Młodzież myśli bowiem, że są w Internecie anonimowi.

Tryb prywatny w przeglądarce sprawia, że mogą obrażać kogo tylko chcą.

To samo z zaszyfrowanymi komunikatorami.

Teoretycznie ich wiadomości nie są widoczne dla rodziców.

Ale tak jak w przypadku łańcucha – wystarczy tylko jedno słabe ogniwo i cała ułuda pęka.

Wystarczy, że jeden z uczniów się wyłamie i pokaże wiadomości policji bądź nauczycielom.

I całe to szyfrowanie znika.

Nie obrażaj i nie prowokuj bo nie jesteś anonimowy.

Na pozór Internet może wyglądać jak jeden z humorystycznych obrazków.

Gdzie dwa psy2 rozmawiają ze sobą siedząc naprzeciw komputera.

Jeden mówi do drugiego, że w Internecie nikt nie wie, że rozmawia z psami.

I rzeczywiście – na pozór ciężko potwierdzić wiek, płeć czy też prawdziwe imię osoby po drugiej stronie.

Ale to tak jak w medycynie.

Wykres EKG dla laika to tylko parę dziwnych linii.

Dla specjalisty natomiast, to źródło wiedzy na temat naszego serca.

Podobnie policja i organy ścigania.

Dojście do adresu IP a następnie mieszkania i osoby wcale nie jest takie trudne.

Staraj się wyjaśniać niezrozumiałe rzeczy

Uruchamiasz komputer a tu nagle czekasz, bo Windows się aktualizuje.

Nie instalujesz poprawek, bo to przecież trwa, a Ty musisz mieć wszystko na tu i teraz.

Ale to przecież sytuacja podobna do zjedzenia obiadu.

Przecież trzeba potem umyć talerze, aby były one czyste i gotowe na kolejny raz.

Tłumacząc takie sytuacje, a nawet zachęcając do proaktywnej ochrony, budujemy dobre nawyki.

Jak z myciem zębów rano i wieczorem.

Nie zawsze musimy sobie zdawać sprawę z negatywnych konsekwencji naszych działań.

Przykład? Zdjęcia robione aparatami komórkowymi.

Większość telefonów posiada GPS, który określa naszą pozycję.

I te informacje są zazwyczaj automatycznie dołączane do zdjęcia.

Jeżeli więc serwis społecznościowy ich nie usuwa – można na ich podstawie określić gdzie się poruszamy, kiedy znajdujemy się w jakiejś lokalizacji.

W naszym kraju rzadko zdarzają się porwania dzieci – ale lepiej dmuchać na zimne.

No dobrze, ale załóżmy że te informacje nie znajdują się na zdjęciu.

Tylko, że można je podać za pomocą innych mechanizmów.

Tagów – czyli wyrazów zaczynających się od znaku hasza, czy też korzystając z funkcji „oznacz” podając nazwę miejsca, w którym jesteśmy.

Gry

Mówiąc o bezpieczeństwie warto również wspomnieć o grach.

Gry na polskim rynku oznaczone są według systemu PEGI3, którego logo znajduje się na opakowaniu produktu.

Wskazują one jaki minimalny wiek, według specjalistów, powinna mieć osoba, która chce grać w daną produkcję.

Oprócz liczb określających kategorię wiekowe, znajdują się tam również dodatkowe informacje.

Między innymi czy w grze przeklinają, nadużywają narkotyków czy też przemocy.

Przy wyborze gry warto zapoznać się z klasyfikacją dla bezpieczeństwa naszej własnej pociechy.

I to już wszystko na dzisiaj. Oczywiście nie sposób opowiedzieć o wszystkim w tak krótkim materiale.

W notatkach pod tym filmem znajdują się odnośniki do innych4 wartościowych stron w tej tematyce.

Warto przy tej okazji wspomnieć o telefonie dla rodziców i nauczycieli w sprawie bezpieczeństwa dzieci.

800 100 1005 to bezpłatna i anonimowa pomoc telefoniczna dla rodziców, którzy potrzebują wsparcia i informacji w zakresie przeciwdziałania i pomocy psychologicznej dzieciom przeżywającym kłopoty i trudności.

Równocześnie, jeżeli napotkałeś nielegalne treści przedstawiające wykorzystywanie dziecka możesz je zgłosić przy użyciu strony dyżurnet.pl6

Dyżurnet.pl to zespół ekspertów Naukowej i Akademickiej Sieci Komputerowej, działający jako punkt kontaktowy do zgłaszania nielegalnych treści w Internecie.

Pamiętajmy: dobro dzieci zależy od nas wszystkich.

Masz jakąś poradę dla rodziców? Podziel się nią w komentarzu pod tym filmem.

Materiał Ci się spodobał? Prześlij go znajomym.